[dropcap]L[/dropcap]otnisko Heringsdorf może nazywać się Heringsdorf -Świnoujście, ale miasto musi zapłacić nawet 40 tys. euro – napisał niemiecki dziennik Ostsee Zaitung. Gazeta podaje także, że Świnoujście jest skłonne dopłacić do funkcjonowania lotniska na Uznamie nawet 125 tys. euro rocznie. Rzecznik Prezydenta Świnoujścia Robert Karelus dementuje i tłumaczy, że na obecnym etapie nie ma mowy o przeznaczaniu pieniędzy na funkcjonowanie lotniska, jednocześnie potwierdzając, że samorząd Świnoujścia może przeznaczyć 40 tys. euro na zmianę nazwy lotniska traktując to jako promocję miasta.
Dziś na lotnisku oddalonym o 20 minut drogi od Świnoujścia nie ląduje żaden samolot z Polski. Jeśli polski samorząd by zapłacił, mogłoby się to zmienić.
– Trwają takie rozmowy, aby jedna z linii lotniczych wykonywała połączenia pomiędzy Warszawą, Krakowem a Świnoujściem – mówi Robert Karelus.
Pomysł szerszej współpracy samorządu Świnoujścia i Lotniska Heringsdorf narodził się już dawno. Podpisano w tej sprawie nawet list intencyjny. Wówczas mówiono wyłącznie o działaniach promocyjnych takich jak publikacja materiałów reklamowych, czy chociażby oznakowanie po polskiej stronie drogi na lotnisko.
Jak to wygląda w innych miastach?
Samorządy są zainteresowane, aby na ich lotniskach lądowały samoloty popularnych przewoźników. Zawierają zatem „umowy marketingowe” i w ten sposób dopłacają liniom lotniczym za wykonywanie lotów. Każdy przypadek jest inny. Najczęściej przynosi to korzyść przewoźnikowi, pasażerom i portowi lotniczemu. Czasem nietrafione kierunki nie przynoszą żadnego pożytku nikomu, a wydane pieniądze są wypalone przez silniki samolotów.
Eurolot zarabiał
Nieistniejąca już dziś linia lotnicza Eurolot wykonywała w przeszłości połączenia z/do Warszawy osiągając 70-proc. zapełnienie w bombardierach zabierających na pokład 78 pasażerów (przyp. red. cena biletu od 299 zł). Połączenie utrzymywało się głównie dzięki wykonywaniu przez samolot także lotów pomiędzy Warszawą – do Berna, Zurychu, Wiednia i Monachium. Polski samorząd nie dopłacał wówczas przewoźnikowi, zaangażował się jedynie w akcję promocyjną połączenia.
Ryzyko dla hotelarzy
W interesie branży turystycznej jest, aby na lotnisku pod Świnoujściem wprowadzić loty z atrakcyjnych dla nich kierunków, takich jak np. Szwajcaria, czy Austria. Niemcy od dawna sprzedają noclegi w swoich hotelach wraz z biletem lotniczym. Podobne rozwiązanie zostało zaproponowane kilku polskim hotelarzom. Zasada współpracy pomiędzy linią lotniczą w skrócie miałaby wyglądać tak: hotel na preferencyjnych warunkach kupuje pulę biletów na konkretny lot, a następnie sprzedaje razem z noclegami w swoim systemie rezerwacyjnym. Ryzykiem niesprzedania biletów obarczony jest hotel. Dziś hotele nie muszą się jednak martwić o brak gości. Wciąż bowiem płynie strumień klientów z Niemiec.
Powiązane tematy:
1 Komentarz
virus temu
11 lipca 2017 na 10:46
40k eur za zmianę nazwy na Heringsdorf-Świnoujście? Zdecydowanie warto.
virus temu
11 lipca 2017 na 10:46
40k eur za zmianę nazwy na Heringsdorf-Świnoujście? Zdecydowanie warto.